Epidemia „bulu” dupy

Z samego rana w naszej redakcji rozdzwoniły się telefony. Zbulwersowani i zatroskani czytelnicy prosili o pomoc ponieważ w okolicach Placu Solnego w tajemniczy sposób ze wszystkich aptek, sklepów i kiosków wyparowały środki przeciwbólowe. Jakby spełniło się proroctwo Kononowicza – nie ma niczego.

Wrocław Wroclaw Wrocław Wroclaw Wrocław Wroclaw Wrocław Wroclaw

Nasi dziennikarze śledczy dowiedzieli się od sprzedawców, że cały zapas leków przeciwbólowych wykupili dziennikarze z pewnej redakcji, która znajduje się w centrum grodu. Po konsultacji ze specjalistami w jednym z miejscowych szpitali udało się naszym dziennikarzom ustalić, iż przyczyną zwiększonego zapotrzebowania na środki przeciwbólowe jest schorzenie kolokwialnie zwane bulem, a właściwie bólem dupy spowodowany wczorajszymi wynikami wyborczymi.

Od wczoraj, od godzin wieczornych nieprzerwanie do chwili obecnej trwa werbalne rozwolnienie wśród dziennikarzy. Ze wszystkich sił z ich otworów tryskają fontanny kloacznej propagandy, która udowadnia w niemal naukowy sposób, że w wyborach wygrał niejaki Komorowski. Wygrał w całym naszym grodzie, wygrał na Krzykach, wygrał w większości województw, wygrał w tych ładniejszych, wygrał wśród lepiej wykształconych i tych, którym nie śmierdzi z ust, specjaliści i uczeni chwalą jego kampanię, światowe media nie kryją oburzenia nieprawomyślnymi wynikami odsuwającymi tytana ortografii z pałacu prezydenckiego w polityczny niebyt…

Nie kryjemy zadowolenia, iż człowiek, który nie radził sobie z ortografią przestanie piastować funkcję prezydenta. Nie, nie dlatego, żebyśmy szanowali ten urząd. Gardzimy tym urzędem tak jak i całą demokratyczną cepeliadą, parlamentem czy konstytucją, ale po prostu miło nam, tak zwyczajnie po ludzku, kiedy dane nam jest oglądać polityczną agonię utrwalacza postkomunistycznego reżimu.

Tak jak radośnie klaszczemy w ręce pod skoczne nutki Konkwisty 88 tak jednocześnie pragniemy przypomnieć wszystkim czytelnikom, że niejaki Duda jest tylko drugą stroną tej samej demokratycznej monety, na której rewersie żegnamy Komorowskiego. Moneta ta nie jest w naszych rękach, a w rękach iście masońskich.

To nie Marsjanie, ale właśnie Prawo i Sprawiedliwość radośnie pląsa w Parlamencie Europejskim paląc chanukowe świeczki z wyznawcami religii, z której nie można się naigrywać pod groźbą uznania za antysemitę. To nie Marsjanie, ale właśnie Prawo i Sprawiedliwość rękoma Lecha Kaczyńskiego ratyfikowało zdradziecki, porównywany do Targowicy – Traktat Lizboński służalczo oddający nas w namiestnictwo Unii Europejskiej. To nie Marsjanie, ale właśnie Prawo i Sprawiedliwość w osobie byłego Wojewody Dolnośląskiego niejakiego Grzelczyka na łamach Gazety Wyborczej, pod rękę z Franciszkiem z Mikstatu wołało o pomstę do nieba i interwencję Milicji oraz prokuratury, kiedy to w 2007 roku wrocławscy nacjonaliści i kibice manifestowali na Rynku przeciwko kolorowym imigrantom. To nie Marsjanie, ale Prawo i Sprawiedliwość w osobie ich kandydata na premiera – niejakiego Glińskiego – mruga zalotnie do zwolenników wtykania parówki w kakao i ich elektoratu…

Świat należy oceniać obiektywnie, a nie subiektywnie. Nawet największe polityczne kanty Platformy Obywatelskiej, zamordowanie pasażerów prezydenckiego samolotu w Smoleńsku przez rosyjskie służby specjalne, farmazony głoszone przez Komorowskiego – nie czynią nawet o milimetr lepszym, obiektywnie mierząc, Prawa i Sprawiedliwości od tego jakim był na samym swoim początku.

Gazeta Wyborcza