Mordobicie przy śniadaniu

Pewnego razu dżentelmen imieniem Jerzy udał się o poranku na zakupy. Jak Pan Bóg przykazał, prosto ze sklepu rzeczony zuch udał się do parku przy Lotniczej celem konsumpcji nabytych drogą kupna dóbr.
Do dżentelmena przysiadł się w pewnym momencie jegomość imieniem Daniel. Jak nakazuje dobre wychowanie i ludowa tradycja zbłąkany wędrowiec przyniósł ze sobą wodę ognistą i poczęstował nią śniadającego Jerzego. Po chwili jednak poczęstował go również porcją ulicznego boksu, kilkoma ciosami głową i serią kujawiaków w czasie, gdy Pan Jerzy leżał już sztywny na ziemi. Momentalnie z darczyńcy, rzeczony Daniel stał się poborcą i sprywatyzował rzeczonemu Jerzemu telefon komórkowy o zawrotnej wartości 20 złotych.
Efektem śniadania w parku jest złamane ramię oraz kość twarzy. Parkowy bokser wpadł, bo z ucha strzelił uczynny przechodzień, który poinformował o bokserskim widowisku pracowników pobliskiej stacji benzynowej.

Milicja Wrocław